Jako młody nastolatek, po raz pierwszy zastanawiający się nad tym, w co i dlaczego wierzy, miałem dojmujące poczucie murów zacieśniających się wokół „prawdziwych” chrześcijan. Mówiło się o „wojnie z Bożym Narodzeniem” – o ile wiedziałem, sprowadzała się ona głównie do tego, że aktywiści z Amerykańskiej Ligi Swobód Obywatelskich wnosili pozwy przeciwko władzom miasteczek za świąteczne szopki.
Miałem to dziwne uczucie uniesienia i nie mogłem do końca zrozumieć, dlaczego tak się czułem.