Facet nie miał żadnego sposobu, żeby wyrazić targające nim uczucia, z wyjątkiem kiwania lub kręcenia głową w odpowiedzi na uporczywe pytania, zadawane mu przez żonę, która nie miała żadnego praktycznego sposobu, aby przekazać dalej to, co jej komunikował. Groziło mu więcej niebezpieczeństw i cierpiał więcej niewygód, niż Yossarian mógł zliczyć na palcach obu rąk. Zabrakło mu palców za pierwszym razem, kiedy je liczył, i nie próbował robić tego ponownie. Nie wyrosły mu żadne nowe. W jego sąsiedztwie trwało na ogół takie zgiełkliwe zamieszanie, że nie miał prawie czasu, żeby pomyśleć o sobie. Zamartwiał się Belgiem bardziej, niż tego chciał. Wpadał w stres i wiedział, że stres nie jest zdrowy. Ludzie w stresie dostawali raka. Martwiąc się swoim stresem wpadał w jeszcze większy stres i zaczynało mu się również robić żal samego siebie.
