Czasami mam wrażenie, że cały mój poligamiczny żywot wynika nie z czego innego, jak z chęci naśladowania innych mężczyzn; nie twierdzę, żebym w tym naśladownictwie nie znajdował upodobania. Ale nie mogę wyzbyć się uczucia, że w owym upodobaniu jest mimo wszystko coś z absolutnej swobody, zabawy i ulotności, charakterystycznych przy zwiedzaniu wystaw obrazów czy obcych krajów, coś, co nie jest podporządkowane w żaden sposób jakiemuś imperatywowi kategorycznemu, jaki wyczuwałem za życiem erotycznym...
