Istnieje trudny do logicznego wytłumaczenia, ale łatwy do wyczucia związek, między osiągnięciami w życiu publicznym, a postępem w sztuce.
Gdyby więcej polityków znało poezję, a więcej poetów znało politykę, jestem przekonany, że świat byłby trochę lepszym miejscem do życia.
Zdecydowaliśmy się w ciągu nadchodzących dziesięciu lat polecieć na Księżyc i dokonać innych rzeczy nie dlatego, że są łatwe, ale właśnie dlatego, że są trudne, a przez to zmuszą nas do lepszej organizacji i wykorzystania wszystkich naszych umiejętności (…).
Wszystkie nasze wysiłki muszą zmierzać do tego, abyśmy dotarli na Księżyc przed Rosjanami. W innym wypadku nie widzę potrzeby wydatkowania takich kwot, bo kosmos jako taki niewiele mnie obchodzi. W grę wchodzą gigantyczne kwoty. Nadwerężyliśmy nasz budżet, a jedynym tego uzasadnieniem jest osiągnięcie rezultatu w takim czasie, o jaki proszę.
Teraz dźwięk trąbki przyzywa nas ponownie, nie jako zew broni, choć broni nam potrzeba, nie jako zew boju, choć w boju trwamy, lecz jako wezwanie do znoszenia ciężaru długich zmagań w półmroku – rok za rokiem, „weseląc się nadzieją i będąc cierpliwymi w ucisku” – do znoszenia zmagań z powszechnymi wrogami człowieka: tyranią, biedą, chorobą i samą wojną.
Sprawdzianem naszej godności narodowej będzie to, czy potrafimy przyzwyczaić się do myśli, że rokowania nie są konfliktami, w których chodzi o zwycięstwo lub klęskę.
O jakim pokoju myślę? Jakiego pokoju poszukujemy? Nie Pax Americana narzuconego światu przez amerykańską broń. Przemyślmy nasz stosunek do Związku Radzieckiego. Smutne, że aż tyle nas dzieli. Jednak, skoro już musimy się różnić, przynajmniej zróbmy coś, by uczynić świat bezpieczniejszym miejscem dla różnorodności, gdyż w ostatecznym rachunku wiele nas łączy. Wszyscy zamieszkujemy tę małą planetę, oddychamy tym samym powietrzem, zależy nam na przyszłości naszych dzieci i wszyscy jesteśmy śmiertelni.