Fotografia z 11 września Skoczyli z płonących pięter w dół - jeden, dwóch, jeszcze kilku wyżej, niżej. Fotografia powstrzymała ich przy życiu, a teraz przechowuje nad ziemią ku ziemi. Każdy to jeszcze całość z osobistą twarzą i krwią dobrze ukrytą. Jest dosyć czasu, żeby rozwiały się włosy, a z kieszeni wypadły klucze, drobne pieniądze. Są ciągle jeszcze w zasięgu powietrza, w obrębie miejsc, które się właśnie otwarły. Tylko dwie rzeczy mogę dla nich zrobić - opisać ten lot i nie dodawać ostatniego zdania.
Wzajemność Są katalogi katalogów. Są wiersze o wierszach. Są sztuki o aktorach grane przez aktorów. Listy z powodu listów. Słowa służące objaśnianiu słów. Mózgi zajęte studiowaniem mózgu. Są smutki zaraźliwe podobnie jak śmiech. Papiery pochodzące z przemiału papierów. Zobaczone spojrzenia. Przypadki odmieniane przez przypadki. Rzeki duże z poważnym udziałem niedużych. Lasy po same brzegi porośnięte lasem. Maszyny przeznaczone do wyrobu maszyn. Sny, które nagle budzą nas ze snu. Dobre zdrowie konieczne w powrocie do zdrowia. Schody na tyle w dół, na ile w górę. Okulary do szukania okularów. Wdech i wydech oddechu. I niechby bodaj od czasu do czasu nienawiść nienawiści. Bo koniec końców niewiedza niewiedzy i ręce zatrudnione umywaniem rąk.
Dajcie nam punkt oparcia, a świat zdołamy poruszyć - lasy polskiego września, rzeki polskiego września! Jest niebo niezmącone i parny strumień krwi.
Saksofonista przeciągły, saksofonista kpiarz ma własny system świata, nie potrzebuje słów. Przyszłość - któż ja odgadnie. Przeszłości pewien - któż.
Gdyby moja rodaczka Maria Skłodowska-Curie nie powiedziała sobie "nie wiem", zostałaby pewnie nauczycielką chemii na pensji dla panienek z dobrych domów, i na tej skądinąd zacnej pracy upłynęłoby jej życie. Ale powtarzała sobie "nie wiem" i te właśnie słowa przywiodły ją, i to dwukrotnie, do Sztokholmu, gdzie ludzi o duchu niespokojnym i wiecznie poszukującym nagradza się Nagrodą Nobla.
Tak się złożyło, że jestem i patrzę. Nade mną biały motyl trzepoce w powietrzu skrzydełkami co tylko do niego należą i przelatuje mi przez ręce cień, nie inny, nie czyjkolwiek, tylko jego własny.
Szymborska zapewne wolałaby pozostać pisarką bez biografii, z prawem do prywatności, do skrycia się w cieniu spraw bieżących - historycznych czy politycznych.
Ta sama gwiazda trzyma nas w zasięgu. Rzucamy cienie na tych samych prawach. Próbujemy coś wiedzieć, każde na swój sposób, A to, czego nie wiemy, to też podobieństwo. Objaśnię, jak potrafię, tylko zapytajcie: co to takiego oglądać oczami, po co serce mi bije i czemu moje ciało nie zakorzenione.
Talent prozatorski to zdolność wyskakiwania z własnej skóry, to umiejętność stawania się w myślach kimś całkiem innym, prezesem spółdzielni, brzuchomówcą w cyrku, kobietą oczekującą dziecka, robotnikiem wysłanym na kurs, wdowcem i pięcioletnią dziewczynką.
Darujcie mi, pustynie, że z łyżką wody nie biegnę. I ty, jastrzębiu, od lat ten sam, w tej samej klatce, zapatrzony bez ruchu zawsze w ten sam punkt, odpuść mi, nawet gdybyś był ptakiem wypchanym. Przepraszam ścięte drzewo za cztery nogi stołowe. Przepraszam wielkie pytania za małe odpowiedzi.
Czy można w ogóle mówić o jakim takim porządku, jeżeli nawet gwiazd nie da się porozsuwać, żeby było wiadomo, która komu świeci? I jeszcze to naganne rozpościeranie się mgły! I pylenie się stepu na całej przestrzeni, jak gdyby nie był wcale w pół przecięty! I rozleganie się głosów na usłużnych falach powietrza: przywoływawczych pisków i znaczących bulgotów! Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce. Reszta to lasy mieszane, krecia robota i wiatr.
"Chcę być poetą..." Ba, znowu ujmuje Pan rzecz za nieodpowiedni koniec. Absolutnie wolimy takich, co po prostu "chcą pisać". Tylko to jest poważne.
Marzymy, ale jak niedbale, niedokładnie! "Chcę być ptakiem", powiada ten i ów. Ale gdyby posłuszny los zmienił go w indyka, czułby się zawiedziony. Nie o to mu przecież chodziło.
Świat tylko taki. Tylko tak żyć. I umierać tylko tyle. A wszystko inne - jest jak Bach chwilowo grany na pile.