- Hodor, hodor, hodor, hodor, hodor - śpiewał Hodor, potrząsając delikatnie jego ramionami, w przód i w tył, w przód i w tył.
Nawet najszlachetniejsi królowie i najbardziej honorowi rycerze mogą ulec gniewowi, pożądliwości albo zawiści i dopuścić się czynów, które okryją ich hańbą i splamią dobre imię. Podobnie najbardziej obmierzłym z mężczyzn i najniegodziwszym z kobiet od czasu do czasu zdarza się czynić dobro, albowiem miłość, współczucie i litość można odnaleźć nawet w najczarniejszych sercach.
(...) wydawało mu się jednak, że dla umarłych strach nie ma żadnego znaczenia, podobnie jak ból, miłość czy obowiązek.
Ten, kogo otaczają wrogowie, nie może się bronić. Jeśli będzie to robił, powali go topór, wbity w plecy w chwili, gdy będzie parował uderzenie miecza. Nie. Jeśli otacza cię wielu nieprzyjaciół, wybierz najsłabszego, zabij go, przejdź po jego trupie i ucieknij.
- A cóż to jest miłość? Pożądanie? Nikt, kto ma kompletne męskie części, nie mógłby cię nie pragnąć, Daenerys.
[...] A Drogon...Pogrążony w żałobie ojciec nazwał go skrzydlatym cieniem. Drogon był największy, najgwałtowniejszy i najdzikszy z jej smoków. Jego łuski były czarne, a oczy przypominały kałuże ognia. Drogon daleko zapuszczał się na polowanie, ale lubił wygrzewać się na słońcu na szczycie Wielkiej Piramidy, gdzie kiedyś stał harpia Meereen. Trzykrotnie próbowali go tam pojmać, lecz za każdym razem bez powodzenia. Czterdziestu jej najodważniejszych ludzi ryzykowało życie. Prawie wszyscy zostali poparzeni, a czterech z nich śmiertelnie. Kiedy po raz ostatni widziała Drogona, odlatywał ku zachodzącemu słońcu w noc trzeciej próby. Czarny smok przeleciał nad Skahazadhanem, zmierzając na północ, ku wysokim trawom morza Dothraków. Nie wrócił. str 211.
Piernaty wielkie mam i miękkie i na nich cię ułożę, Odzieję w żółty jedwab cię, koronę ci nałożę. Ty będziesz moją ukochaną, ja będę twoim mężem. Dam ci bezpieczny, ciepły dom i obronię cię swym orężem.
W ciemnej galerii za wielką komnatą natknęli się na koniuszego Josetha, który był zajęty innym rodzajem jazdy.
- Wiesz, że to nieprawda. – Gendry uśmiechnął się. – Chcesz, żebym ci pokazał kutasa? Nie mam nic do ukrycia. – Masz – palnęła Arya, rozpaczliwie próbując uciec przed tematem kutasa, którego nie miała. (...) spojrzała na sękaty korzeń u swoich stóp. Zdała sobie sprawę, że to już koniec udawania. Gendry domyślił się prawdy, a nie miała w spodniach nic, co by go przekonało, że się myli.
Człowiek może wytrzymać prawie wszystko, jeśli musi - powiedział swemu synowi Jaime. - Na świecie jest pełno okropnych rzeczy, Tommenie. Można z nimi walczyć, śmiać się z nich albo...patrzeć, ale nie widzieć...schować się wewnątrz...