Zakładnicy szli w miejsce, którego żaden z nich nigdy dotąd nie widział, by służyć zakonowi, który od tysięcy lat był wrogiem ich ludu, lecz mimo to Jon nie widział łez i nie słyszał też płaczu matek. To jest lud zimy - powiedział sobie. Tam, skąd pochodzą, łzy zamarzają na policzkach.
- Potrzebuję tylko odwagi. Chcesz, by Dorne zapamiętało mnie jako pokonanego? - Dorne o żadnym z nas nie będzie pamiętało zbyt długo.
W pięknej sukni i w koronie na głowie była królową. Naga, zakrwawiona i utykająca była tylko kobietą.
- Jeśli się nie mylę, jesteś szlachetnie urodzoną damą. Lady Asha z rodu Greyjoyów. - Jestem Asha z rody Greyjoyów, tak jest. Jeśli chodzi o to, czy jestem damą, opinie są podzielone.
- Był odważny. Czy mnie wystarczyłoby odwagi, by stawić czoło takiemu potworowi tylko z włócznią w ręce? - Chciałeś powiedzieć, że zginął odważnie - dodał Gerris.
- Jestem na rozkazy Jego Miłości. - Nie Miłości - poskarżył się seneszel. - To westerowski tytuł. - Jego Wspaniałość, Jego Promienność albo Jego Czcigodność. Odpowiedniejsza byłaby Jego Próżność.
Może i nie potrafię uczynić swych poddanych dobrymi, ale przynajmniej spróbuję sprawić, by stali się mniej źli.
Trupa yunkijskich kastratów będących własnością Yurkhaza zo Yunzaka zaśpiewała pieśni w starożytnym języku Starego Imperium. Ich głosy były wysokie, słodkie i niewiarygodnie czyste. - Słyszałaś kiedyś taki śpiew, ukochana? - zapytał Hizdahr. - Mają głosy bogów, nieprawdaż? - Tak - potwierdziła. - Ale zastanawiam się, czy nie woleliby mieć narządów mężczyzn.
- Możemy walczyć z tyloma, z iloma będzie trzeba, szczeniaku - odparł Cromm. - Im więcej ich przyjdzie, tym większa chwała. Będą o nas śpiewać pieśni. - Z pewnością, ale czy będą to pieśni o twojej odwadze, czy o moim szaleństwie?
- To była wojna dziewięciogroszowych królów? - zapytał Hyle Hunt. - Tak ją zwali, choć nie widziałem żadnego króla, a i nie zarobiłem ani grosza. Ale z całą pewnością była to wojna.
Tęsknił za Aryą...może nawet bardziej niż za Robbem; była takim małym chudzielcem w podartym ubraniu, dzikim i upartym, z wiecznie pozdzieranymi kolanami i potarganymi włosami. Wydawało się, że nie pasowała do pozostałych, podobnie jak i on, a mimo to zawsze potrafiła go rozśmieszyć. Dałby wszystko, żeby być z nią teraz, móc poczochrać jej włosy, zobaczyć, jak się krzywi, i usłyszeć, jak kończy razem z nim zdanie.
(...) Nocna Straż zadłuży się tak bardzo, że nigdy wszystkiego nie spłacimy, ale gdy ma się do wyboru dług albo śmierć, lepiej jest pożyczać.
Brązowy Ben jest sprytny, nieustępliwy i całkiem inteligentny...ale ostrożny. Woli, by przeciwnik podejmował ryzyko, podczas gdy sam czeka, nie zamykając przed sobą żadnych opcji, i reaguje na wydarzenia kształtujące przebieg bitwy.
Nie ma nikogo. To był cień. Wspomnienie. Była krwią smoka, ale ser Barristan ostrzegał ją, że w tej krwi kryje się skaza. Czy to możliwe, że tracę zmysły? Jej ojca zwano kiedyś obłąkanym. str 202.