Matką naszego hobbita...ale co to jest hobbit? Zdaje mi się, że wymaga to wyjaśnienia. W dzisiejszych czasach bowiem hobbitów bardzo rzadko można spotkać: nie ma ich wiele, a poza tym unikają Dużych Ludzi - jak nazywają nas. Hobbici są - czy może byli - małymi ludźmi, mniejszymi od krasnoludów - różnią się też od nich tym, że nie noszą brody - lecz znacznie większymi od liliputów.
Jawa i baśń wcale się nie wykluczają (...) To nie my tworzymy legendy o naszych czasach, lecz robią to ci, którzy przychodzą po nas.
Gandalf nie opierał swoich rad na pewności bezpieczeństwa dla siebie ani dla innych- rzekł Aragorn.- Są zadania, które lepiej podjąć niż odrzucić, choćby u ich kresu czekała zguba.
- A więc elfy cię nie rozczarowały przy bliższym poznaniu? - Jak by to powiedzieć, proszę pana? Przekonałem się, że moje lubienie albo nielubienie wcale ich nie dosięga, za wysoko stoją - z namysłem odparł Sam. - Nie wydaje się ważne, co ja o nich myślę. Inne są, niż się spodziewałem, bardzo stare i młode, bardzo wesołe i bardzo smutne zarazem.
Nie wiedział, że hobbit podczas pierwszego wywiadu miał sposobność rzucić okiem na osobliwy pancerz chroniący smoka od spodu i że dla sobie wiadomych powodów bardzo chciał obejrzeć go dokładniej. Smaug przewrócił się na bok. - Popatrz! - rzekł. - Co o tym sądzisz? - Olśniewające! Cudowne! Doskonałe! Niezrównane! Zachwycające! - wykrzykiwał Bilbo, ale w duchu myślał: "Stary durniu! Masz przecież w zagłębieniu pod lewą piersią spory płat nagi jak ślimak, co wylazł z muszli!".
Afryka nie jest zamieszkana przez czarnych Europejczyków, ale jest kontynentem pełnym plemion znajdujących się mentalnie i moralnie u zarania dziejów. Ich hegemonia prowadzić będzie do ludobójstwa białych wspólnot w centralnej i wschodniej Afryce i oznaczać będzie kres afrykańskich nadziei na ciągły postęp i rozwój gospodarczy.
Mamy więc dziś ludzi, którzy kochają zwierzęta bardziej niż innych ludzi, którym żal owiec do tego stopnia, że przeklinają owczarza niczym wilka, którzy opłakują zabitego konia, a oczerniają martwego żołnierza. To dziś, a nie w czasach, gdy rodziły się baśnie, zabrakło "poczucia rozdziału".
Każdy gad ma swoją słabość - jak mawiał mój ojciec, chociaż, o ile mi wiadomo, nie czerpał tej informacji z osobistego doświadczenia.
Teraz rozumiem, jak się czuje skwarka, kiedy ją nagle nadzieją na widelec i z patelni odłożą z powrotem na półkę spiżarni.
Niezbyt jest wygodnie siedzieć przez dłuższy czas na drzewie nawet w zwykłych okolicznościach, ale na zimnie i wichrze, gdy zgraja wilków czyha na dole, doprawdy trudno wytrzymać.
- Co teraz robić, co robić?! - krzyknął Bilbo. - Uciec goblinom, żeby wpaść w pazury wilkom! - rzekł i weszło to później w przysłowie, chociaż my raczej mówimy w takich przykrych wypadkach: z deszczu pod rynnę - albo: z patelni w ogień.
Śpiewu elfów, i to w gwiaździstą czerwcową noc, warto posłuchać, o ile, oczywiście, ktoś lubi te rzeczy.
- Tu jest serce królestwa elfów na ziemi - rzekł. - Tu także zawsze przebywa moje serce; gdyby nie to, nie widziałbym światła u kresu ciemnych dróg, którymi obaj - ty i ja - musimy jeszcze wędrować. Chodźmy! Wziął Froda za rękę i razem zeszli ze wzgórza Kerin Amroth. Nigdy już nie mieli tu za życia powrócić.
(...) - jakkolwiek bowiem rozstrzygną się losy wojny, czyż nie może zakończyć się na tym, że wiele rzeczy pięknych i dziwnych na zawsze opuści Śródziemie? - Może - rzekł Gandalf. - Zła, które Sauron sieje, nie wytępimy całkowicie i nie zatrzemy doszczętnie jego śladów. W takich czasach kazał nam los żyć, na to nie ma rady. Ale jedźmy dalej, skoro wybraliśmy drogę.
W cichej dolinie, daleko za nimi, ściemniały właśnie światła Kamelotu, przed nimi leżał las i grząskie bagna, i ciemne drogi. Groza ich ścigała. Wilk w puszczy zbudził się z wyciem; i łania przed prześladowcą umykała śpiesznie, ścigana, strachem opętana - niegdyś królowa stada, o którą jelenie majestatyczne walczyły mocarnie, zwierając rogi.
[...] w życiu przeważającej większości ludzi saldo jest ujemne - robimy tak niewiele pozytywnego dobra, nawet jeśli negatywnie unikamy aktywnego zła.
I nigdy księżyc, słońce, dzień, ni ludzkie nie ujrzy oko; Dziewczyny uwiedzionej w cień, ukrytej w nim głęboko. Lecz raz na rok, gdy pęka głaz, dziwne się dziwy bają. W świetle księżyca tańczą wraz i jeden cień rzucają.
Za rokiem rok upływa znów, do siedmiu rzek odpływa. Dzień pełen słońca, noc bez snów; Chwieje się wierzba krzywa.