Te najwcześniejsze dni Pink Floyd były naprawdę magiczne. Graliśmy dla małych audytoriów, dla pogrążonej w transie publiczności, i było tam takie niesamowite poczucie wspólnoty. Zostaliśmy pokonani przez ciężar sukcesu i wielkich liczb – nie tylko pieniędzy, ale także ludzi na widowni. Stałem się bardzo rozgoryczony. Musiałem podjąć decyzję: albo pozostać w tym kieracie, albo podjąć odważniejszą decyzję i podążyć trudniejszą, samotną ścieżką.
Sukces to bardzo specyficzne pojęcie, i należy posługiwać się nim ostrożnie. Miarą sukcesu jest człowiek. Osiągnęłam sukces, więc nie muszę do niego dążyć.
Pogodzenie się z byciem sławną było dla mnie trudne. Utrata anonimowości, prywatności, rezygnacja z całej tej części życia i utrata kontroli nad nią.
Już od najmłodszych lat mój spaczony charakter mówi mi, że jestem inny niż ogół śmiertelników. Tu również odnoszę sukcesy.
Nigdy nikogo nie naśladowałam. Jeżeli już szukałam inspiracji, to wśród tych, którzy wyrastają ponad tłum nie dzięki swoim sukcesom, ale talentowi.
Dużo myślałem o mojej przyszłości będąc młodym chłopcem i często te myśli do mnie powracają. Lecz w pewnym momencie mojej kariery, uświadomiłem sobie, że najważniejszy jest mój obecny zawód i na nim staram się maksymalnie koncentrować. Na swojej życiowej drodze spotykam wiele wartościowych osób, zwiedzam interesujące miejsca. Taka wiedza poszerza horyzonty i daje inny punkt widzenia.
Przy kibicowaniu innym sportowcom czuję się bardzo dumny. Polak potrafi wygrywać i możemy wspólnie przeżywać radość.
Nie boję się użyć słów, że to najlepszy trener na świecie. Potrafi znaleźć się w każdej sytuacji. Jest w stanie dopasować trening do indywidualnych potrzeb zawodnika. Gdyby nie on – pewnie już wcześniej zakończyłbym karierę, a na pewno nie odniósł takich sukcesów.