- Zabiłbym Robba Starka w Szepczącym lesie, gdybym zdołał do niego dotrzeć. Jacyś głupcy stanęli mi na drodze. Czy ma znaczenie, w jaki sposób zginął? Chłopak nie żyje, a jego królestwo umarło razem z nim.
- Widzę, że jesteś nie tylko kaleką, lecz również ślepcem, ser. Unieś wzrok, a zobaczysz, że nad naszymi murami nadal powiewa wilkor.
- Widziałem go. Wydaje się bardzo samotny. Harrenhal padł. Seagard i Staw Dziewic również. Brackenowie ugięli kolan i oblegają Tytosa Blackwooda w Raventree. Piper, Vance, Mooton, wszyscy wasi chorążowie skapitulowali. Zostało tylko Riverrun. Mamy dwadzieścia razy więcej ludzi od was.
- Dwadzieścia razy więcej ludzi wymaga dwudziestokrotnie więcej prowiantu. Jak wygląda wasze zaopatrzenie, panie?
- Wystarczająco dobrze, byśmy mogli tu siedzieć aż po kres dni, jeśli będzie trzeba, podczas gdy wy pomrzecie z głodu w waszym zamku. [...]
- Być może po kres twoich dni. Nam nie brakuje zapasów, choć obawiam się, że nie zostawiliśmy na polach zbyt wiele dla gości.
- Możemy sprowadzić prowiant z Bliźniaków - skontrował Jamie. - Albo z zachodu, zza wzgórz, jeśli będzie trzeba.
- Skoro tak mówisz. Z pewnością nie zamierzam kwestionować słów tak honorowego rycerza.
Warusie, oddaj mi moje legiony!