To prawda, mówiło się, że aresztują i sądzą ludzi nie za samą wiarę, tylko za głoszenie swoich przekonań i wychowywanie dzieci w tym duchu. Jak to pisała Tania Chodkiewicz:
"Modlić się nikt ci nie zabrania,
Lecz tak...by słyszał tylko Bóg".
(Za ten wiersz dostała dziesięć lat). Człowiek, wierzący że dane mu było poznać prawdę, zmuszony jest ukrywać ją...przed własnymi dziećmi!! Wychowanie dzieci w duchu religijnym zaczęto w latach 20. kwalifikować według artykułu 58-10, to znaczy jako agitację kontrrewolucyjną! Co prawda, jeszcze w trakcie rozprawy podsądny mógł zaprzeć się wiary. Niezbyt często, ale zdarzało się czasem, że ojciec deklarował odstępstwo i zostawał na wolności, aby móc dzieci wychowywać: matka zaś szła na Solówki (przez wszystkie te dziesięciolecia kobiety przejawiały o wiele większą stałość i żarliwość).
Wszystkim skazanym za religię dawano dychę, najcięższy w tych czasach wyrok.
(...) Skazanym za wiarę odcięto wszelką możność powrotu do dzieci i ojczystych stron.