Się przeważnie nigdzie nie spieszyło się. Inni ludzie mieli to, to, to i to, i tamto, i jeszcze tamto, i jeszcze to, ale nikt nie miał czasu. Co do mnie, się nie miało tego, tego, tego i tego, i tamtego, i jeszcze tamtego, i jeszcze tego, ale się miało czas. To znaczy czas- z lekka lub mocna śmierdzący ten stwór- nie deptał zbytnio mi po pietach i nie kąsał w łydki, ponaglając do nowoczesnego chaotycznego łokciowo-żuchwowego rozpychającego się biegu, i jeszcze prędzej, i jeszcze więcej. Ja się nie dam nabrać na tę muchołapkę cap-cap, że trzeba szybciej oddychać, że trzeba sprawić sobie zadyszkę, żeby być człowiekiem współczesnym. Powietrze jest mi droższe niż niezdrowe ambicje. Mnie, owszem, bucha para z ust, i jeszcze jak, ale ja gonię Zjawę Realną, nie Zjawę Mniemaną, ożeś mniemana twoja mać