Rozkoszuję się wyobrażeniem, że ludzie wkrótce dość będą mieli czytania, i pisarzy na dokładkę, że uczony pewnego dnia opamiętuje się, pisze testament, i zarządza, że zwłoki jego mają być spalone wraz z całym jego księgozbiorem, nie wyłączając jego własnych pism. A jeżeli lasy mają stopniowo zanikać, czy nie będzie kiedyś na czasie traktowanie bibliotek jako drewna, słomy i chrustu? Wszak większość książek powstała z dymu i czadu głów: niechaj więc na powrót staną się dymem i czadem.