O zmierzchu szept w wiklinach tajemniczy kusi
Dziewczynę, co te strony niespokojnie mija,
Bo z słodkiego zachwytu, co ją w gardle dusi,
Wzdryga się, jakby śliska musnęła ją żmija,
Ale w wodzie zastygło przedwieczorne złoto,
A ponad wodą ptaki i zapachy letnie,
O! Jakże ci się oprzeć, szumiąca tęsknoto,
Kiedy trzciny tak grają, jak pogańskie fletnie?
