O działalności katolików z Opus Dei mogłem tam [tj. w dodatku „Kultura” do „Dziennika”] mniej więcej przeczytać to, co w Protokołach mędrców Syjonu o knowaniach żydowskich albo u Jędrzeja Giertycha o wszechświatowym masońskim spisku.
Nie czułem wyrzutów sumienia, mogłem to robić bez przerwy, na okrągło.
Miałem to dziwne uczucie uniesienia i nie mogłem do końca zrozumieć, dlaczego tak się czułem.