Moja młodość to roztańczone lata sześćdziesiąte, lata kawiarni. Czas szybkiego dojrzewania. Epoka, w której - jak mówił Adam Pawlikowski - chodziło się, a nie jeździło.
To za mała suma, aby opuścić Polskę.
Nie mogę bez dreszczu wspominać tego strasznego czasu.
Przyzwyczaiłem się do życia pod Stryjem, to potrafię żyć i pod Ojcem.
Młodość przehulałem, a resztę życia zostawiłem sobie na czarną godzinę. Proste.
Wolność, kiedy już się zakorzeni, jest rośliną szybkiego wzrostu.