– Jak byłem młody, śmierć i żałobę się oswajało – podjął Tadeusz. – Ktoś umierał, to długo leżał jeszcze w domu. Czasem nawet na stypie. Ludzie przychodzili, żegnali się ze zmarłym, nikt nie traktował tego jako tabu. Teraz jest inaczej. Jak tylko ktoś odchodzi, natychmiast ukrywa się go przed innymi, jak gdyby śmierć była zaraźliwa. I jak gdyby mówienie o niej mogło nas do niej przybliżyć.
(...)
– Tak samo jest z żałobą – kontynuował Tadeusz. – Spycha się ją na bok, bierze się leki, rozmawia z terapeutami, którzy mają błyskawicznie sobie z nią poradzić. Ale to nie jest właściwa droga. Prowadzi do
dalszych problemów i żadnego nie rozwiązuje.