Gdy się pyta poetów, dlaczego piszą wiersze (tych oczywiście, co nie piszą w żałosnym celu zdobycia sławy i pieniądza), to nie umieją odpowiedzieć na to pytanie, i niepotrzebnie jednak usiłują odpowiadać niektórzy, torturując i gwałcąc coś, co w każdym razie nie winno być torturowane i gwałcone, bo właściwszą odpowiedzią wydaje się tu brak odpowiedzi, miast odpowiedzi długiej i zawiłej, i manowcowej (ale nie z tych cudnych manowców). Może i jest możliwe dojście do przyczyny, do praprzyczyny, do źródła, ale wtedy, wchodząc nogami w źródło czy maczając w nim palce, czy usta, czy choćby samo spojrzenie – zmąciłoby się wody, pokalałoby się je i być może – zabiło.
Heisenberg w "Fizyce i filozofii" mówi coś takiego: "Ponieważ pełną wiedzę o cząsteczkowej budowie komórki jesteśmy w stanie osiągnąć tylko dzięki pewnym zabiegom, które komórkę tę zabijają, przeto z puntu widzenia logiki jest możliwe, że cechę życia stanowi to, iż wyklucza ono możliwość absolutnie dokładnego określenia struktury fizykochemicznej będącej jego podłożem".
Miałem to dziwne uczucie uniesienia i nie mogłem do końca zrozumieć, dlaczego tak się czułem.