- Ciri nie żyje.
- Nieprawda. Nie wierzę w jej śmierć...I ty też nie wierzysz. Przyznaj.
- Nie chcę wierzyć.
Na zewnątrz świszczał wicher, szumiał deszcz. W jaskini było przytulnie.
- Geralt?
- Słucham.
- Ciri żyje. Miałem znowu sny...Owszem, coś wydarzyło się w Ekwinokcjum, coś fatalnego...Tak, bez wątpienia, ja też to czułem i widziałem...Ale ona żyje...Żyje z pewnością. Spieszmy się...Ale nie do zemsty i mordu. Do niej.
- Tak. Tak, Cahir. Masz rację.
- A ty? Ty nie miewasz już snów?
- Miewam - powiedział z goryczą. - Ale od przekroczenia Jarugi bardzo rzadko. I w ogóle ich nie pamiętam po przebudzeniu. Coś się we mnie skończyło, Cahir. Coś się wypaliło. Coś się we mnie urwało...
- To nic, Geralt. Ja będę śnił za nas obu.