Było to tak, jakby zadzwonił do niego jakiś współczesny Medyceusz… proszę, żebyś na portretach członkach rodziny książęcej nie malował kurzajek, jeśli nie posłuchasz, ponownie zmieszasz się z pospólstwem. […] Na zawsze pozostaniemy przyjaciółmi i za obopólną zgodą nie będziemy zwracać uwagi na obrożę, którą ci nałożyłem, a ja będę cię otaczać troską i życzliwością. W zamian żądam jedynie twojej duszy. To drobiazg. Możemy nawet zapomnieć o tym, że mi ją oddałeś, tak jak zapominamy o obroży. Pamiętaj, mój utalentowany przyjacielu, na ulicach Rzymu pełno jest żebrzących Michałów Aniołów.
