Strona numer 2
W moim szaleństwie lubię to, że już od pierwszego dnia chroniło mnie przed zwodzicielstwem „elity”.
Lubiłem się podobać, chciałem brać kąpiele kultury, naładowywałem się co dzień tym, co uświęcone.
Trzecia godzina. Trzecia to zawsze za późno, albo za wcześnie, na to, co się chce robić.
Nie miałem prawa istnieć. (…) Istniałem jak kamień, roślina, mikrob.
Ale dla mnie nie ma ani poniedziałku, ani niedzieli: są tylko dni popychające się w bezładzie.
Wszystkie uczucia w tym są szczególne, iż wierzymy, że tylko my je odczuwamy.