MAŁGORZATA Ciemno i duszno! Cierpi sumienie, wali się ma mnie ciężkie sklepienie. Słupy olbrzymie, ściany kościoła duszą mnie, więżą! Śmiertelne koła! Tchu!
Niech kto co chce mówi o poczuciu własnej godności, ale chciałbym widzieć człowieka, który znosi bez urazy, gdy bezkarnie ostrzy sobie na nim języki hołota, mająca nad nim przewagę.
Mielibyśmy dość siły znosić zło, gdy nadejdzie, gdybyśmy zawsze szczerym sercem umieli używać tego dobra, jakie nam Bóg daje co dnia.
Znasz moją dolę i mnie znasz dobrze, przeto wiesz, co mnie pociąga do nieszczęśliwych w ogóle, do tego, w szczególności.
Niejeden pomysł zda się szaleństwem z początku. Przypadek? Zbyjmy śmiechem! Myśl się w wszystko wciela!
MEFISTOFELES Zanim odejdziesz — wszelkie rewerencje —: znasz świetnie diabła i jego intencje! Oto klucz.
PLUTON Do Efeba-Woźnicy: Więc jesteś wolny! trud był nad twe siły; oby się skrzydła twoje w jasny błękit wzbiły! Nic tu po tobie! — Odejdź! — Duszne tu opary, w których jak w mętnej wodzie roją się maszkary. Tyś czysty — jasność wielka potrzebna twej duszy, która jeno tym żyje, czym się w głębiach wzruszy. Więc kędy piękno, dobro, kędy żywię ład — leć! — tam, w samotność swoją, własny tworzyć świat!
EFEB-WOŹNICA do tłumu: Patrzcie — o patrzcie — patrzcie w krąg, jak płoną dary moich rąk — płomyk unosi się nad głową — raz tu — raz tam — znowuż na nowo to wzlata — to się zaczyna — tam jeno mignie przed oczyma —rzadko się wzbija — rzadziej żywo zakwita z nagła w nim paliwo — najczęściej jego świetlna krasa zaniża się — chłodnie — przygasa.
EFEB-WOŹNICA Ja? — sny rozchwiane wciąż łowiący, jestem poezją, rozrzutnością, poetą, co swój skarb najrzadszy rozdaje wszystkim z miłością — i przez to coraz jest bogatszy —! Choć ci się złudą to wydaje: ten się bogaci, kto rozdaje (...).
MEFISTOFELES Poszli! Ot głupcy! — Zresztą skądżeby wiedzieli, że szczęście i zasługa splata się jak strofa, gdyby filozoficzny kamień w ręku mieli, byłby jedynie kamień, lecz bez filozofa.
Dobrym być musi ten, co dobra pragnie, kto chce radości — niech będzie jak jagnię, kto łaknie wina — niech gromadzi grona — wszak przywołuje cud — wiara wzmożona!
MEFISTOFELES Znam; na studentowaniu czas się przetrawiło, studentowanie wieczne! — a no — siwiejemy — wszyscy się wciąż uczymy — w końcu nic nie wiemy, czyż nie? Mędrzec buduje z kart wysoki domek — całego nie zbuduje, a ino ułomek, choćby był i geniuszem; lecz wasz mistrz to szczera wielkość, któż by też nie znał doktora Wagnera!
KANCLERZ Niestety — na cóż się zdadzą rozum i zapał najświętszy, gdy tłumy niezgodne się wadzą i groza na grozie się piętrzy. Ktokolwiek spojrzysz z tej sali na ziem ojczystych obszary —ujrzysz, jak pożar się pali — ujrzysz krwi żywej opary; zatkasz — nakryjesz wraz oczy, jak przed upiornym widziadłem, bo oto zło za złem kroczy pod nieba sklepieniem wybladłem. Tu — w domy zakrada się złodziej, ówdzie znów — raptus puellae i gorzej — niewiasty uwodzi nikczemnik jawno i śmiele; i grzech, co o pomstę woła! — tam — świętokradca z kościoła wynosi krzyże, monstrancje i bezkarnością się puszy! — owóż sędziowskie instancje trwogę i lęk mają w duszy; próżno do sądu kołata skrzywdzony, cóż, sędzia siedzi, lecz drży — bo oto dolata pogróżka mściwej gawiedzi. Ten się do skarbów dobiera, kto na współwinnym się wspiera; niewinny winnym się staje, gdy na swej cnocie przestaje. Taki to oto świat-kałuża, w którą zapada wartość wszelką i aż po szyję się zanurza.
FAUST Doprawdy: skromność, cnota nie umie sycić się swym czarem; pokora, ufność i prostota największym są przyrody darem.
MEFISTOFELES Wierz w to i przysłowie i skłaniaj na podszept węża swe ucho, a już z twym podobieństwem do Boga będzie bardzo krucho!
FAUST Nie! nie, mój panie, diabły to są egoiści — dla czyichś pięknych oczu nie zrobią nikomu nic, co by przynieść mogło choć szczyptę korzyści!