Cytaty i aforyzmy Ulubione (0) Kategorie Autorzy Profesje Narodowości Najlepsze Losowe cytaty Szukaj

Nocny lot; Ziemia, planeta ludzi; Pilot wojenny

Inne książki Antoine'a de Saint-Exupéry'ego:
Aforyzmy Książę Szaranek List do zakładnika Mały Książę O sens życia Twierdza

Nie chodzi o to, aby żyć niebezpiecznie. Ta formułka jest pretensjonalna. Nie lubię toreadorów. Nie kocham niebezpieczeństwa. Wiem, co kocham: życie.

Nostalgia to pragnienie nie bardzo wiadomo czego. Obiekt pragnień istnieje, ale brakuje słów, by go określić.

Kolegami są tylko ci, którzy związani jedną liną wspinają się na ten sam szczyt.

A jednak powracała doń, ze smętnym szeptem, fala słodkich pokus życia, które zawsze od siebie odpychał - utracony ocean. "Czyżby to wszystko było jednak takie bliskie?..." Dopiero teraz zorientował się, że odsuwał na później, ku starości - na "kiedy będzie czas" - wszystko, co umila życie człowieka. Jak gdyby naprawdę któregoś dnia można było znaleźć ów czas, jak gdyby naprawdę u kresu żywota można było zdobyć ów wymarzony, błogosławiony spokój. Ale spokoju nie ma.

Nie był lubiany, inspektor bowiem nie na to jest stworzony, żeby go lubić, lecz żeby pisał raporty.

Był wolny, a więc posiadał to, co najistotniejsze: prawo do miłości, do pójścia na północ albo na południe, do zarabiania pracą na życie. Po cóż więc te pieniądze...Odczuł wówczas – tak jak się odczuwa wielki głód – jedną potrzebę: być człowiekiem wśród ludzi, człowiekiem związanym z innymi ludźmi.

Mam jeszcze w oczach noc mojego pierwszego lotu do Argentyny, ciemną noc, w której migotały tylko - niczym gwiazdy - nieliczne światła rozrzucone na równinie. W oceanie ciemności każda z nich oznaczała cud - świadomość ludzką. W tym domu ktoś czytał, rozmyślał lub otwierał komuś serce. Tam znów kochano. Światła płonęły tu i ówdzie na równinie i żądały należnego im pokarmu. Ale wśród tych żywych gwiazd ileż okien zamkniętych, ileż gwiazd wygasłych, ludzi uśpionych...Starajmy się zbliżyć wzajem. Szukajmy porozumienia z kilkoma z tych świateł rozrzuconych na równinie.

Niestety, gra idzie przeciwko ludziom, a w tej grze istotny sens rzeczy tak mało znaczy. Wygrywa się lub traci się na pozorach - marne wygrane i marne straty. I w rezultacie jest się skrępowanym pozorami przegranej.

Wszystko jest w człowieku paradoksalne, wiadomo.

Stary urzędniku, mój towarzyszu podróży, nigdy nikt nie otworzył ci drzwi do wolności i nie ty odpowiadasz za to. Zbudowałeś swój spokój zalewając cementem, jak termity, wszystkie wyloty i wzloty do światła. Zwinąłeś się w kłębek w swoim bezpieczeństwie mieszczańskim, w swoich nawykach, w dławiącym rytuale życia na prowincji, wzniosłeś ten skromny szaniec przeciwko wiatrom, przypływom i gwiazdom. Nie chcesz przejmować się wielkimi problemami, dość trudu kosztuję cię już wysiłek, by zapomnieć swoją kondycję człowieka. Nie jesteś mieszkańcem wędrownej planety, nie zadajesz sobie pytań, na które nie ma odpowiedzi: jesteś mieszczuchem z Tuluzy. Nikt nie ujął cię za ramiona, zanim jeszcze nie było za późno. Teraz glina, z której powstałeś, wyschła i stwardniała, nikt już nie dobudzi się w tobie muzyka, poety czy astronoma, którzy cię może zamieszkiwali kiedyś.

W jak ciasnej scenerii toczy się wielka gra ludzkich nienawiści, przyjaźni i radości! Skąd u tych ludzi, rzuconych przez przypadek nie wystygłe jeszcze wulkaniczne lawy, a już zagrożonych przez przyszłe piaski i śniegi, wzięło się rozmiłowanie w wieczności? Ich cywilizacje to tylko nietrwała pozłota: z powierzchni ziemi zetrze je wulkan, jakieś nowe morze, wiatr zasypie piaskiem.

Niczego nie żałuję. Grałem i przegrałem. TO należy do mojego zawodu. Ale wdychałem wiatr bezkresnych mórz.

Bo boli mnie nie ta bezkształtność, to wymięcie i ta brzydota, lecz w każdym z tych ludzi zamordowany Mozart.

Dopiero wtedy oddychamy, kiedy jesteśmy związani z naszymi braćmi wspólnym celem znajdującym się poza nami, a doświadczenie uczy, że kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, ale patrzeć razem w tym samym kierunku.

Leżąc przy naszym nocnym ognisku, patrzą na ten świetlisty owoc i mówią sobie: "Ludzie nie wiedzą, co to jest pomarańcza". Mówię sobie także: "Jesteśmy skazani",, i jeszcze raz ta świadomość nie pozbawia mnie doznawanej przyjemności. Ta połowa pomarańczy, którą ściskam w ręce, daje mi jedną z największych radości w życiu. Kładę się na plecach, zaczynam ssać owoc, liczą gwiazdy spadające. Przez minutę jestem nieskończenie szczęśliwy. I mówię sobie jeszcze: "świat, w którego ryzach żyjemy, można pojąć wtedy dopiero, kiedy się jest nim zamkniętym". Dopiero dziś rozumiem: papierosa i kieliszek rumu skazańca. Nie mogłem pojąć, jak się zgadza na tak mizerne radości. Tymczasem dają radość prawdziwą. Wyobrażam sobie, że jest dzielny, jeśli się uśmiecha. Ale on uśmiecha się na myśl o kieliszku rumu. Nikt nie wie, że zmienił perspektywę i że z tej jednej ostatniej godziny zrobił sobie całe życie ludzkie.

Istotnie, kto walczy jedynie dla dóbr materialnych, nie zbiera nic, dla czego warto by żyć.

Człowiek odkrywa samego siebie, gdy mierzy się z przeszkodą.

Wydaje się, że doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale raczej wtedy, gdy nie można nic ująć.

Odległość nie jest miarą oddalenia. Parkan jednego z naszych ogrodów może zamykać w sobie więcej tajemnic niż mur chiński, a dusza dziewczęcia jest czasem lepiej osłonięta milczeniem niż oazy Sahary zwałami swoich piasków.

Ach, cudowność domu polega nie na tym, że zapewnia schronienie, ogrzewa czy daje poczucie posiadania! Ale na tym, że powoli gromadzi w nas zasoby słodyczy. Że składa w głębinach serca tajemnicze złoża, z których wytryskują jak wody źródlane - sny...