Romilda Vane zapytała mnie tylko, czy to prawda, że masz na piersiach wytatuowanego hipogryfa. Ron i Hermiona ryknęli śmiechem. Harry ich zlekceważył. - Co jej powiedziałaś? - Że nie hipogryfa tylko rogogona węgierskiego. To o wiele bardziej pasuje do macho. - Dzięki. A co jej powiedziałaś o Ronie? -Że ma pufka pigmejskiego, ale nie powiedziałam gdzie.
..., ale w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem i stanął w nich Snape. Ściskając w ręku różdżkę, omiótł scenę swoimi czarnymi oczami, od Dumbledore'a słaniającego się pod murem, po czterech śmierciożerców, w tym roźwścieczonego wilkołaka, i Malfoya. - Mamy problem, Snape - powiedział Amycus, który już celował różdżką w Dumbledore'a. - Ten chłopak chyba nie jest w stanie...Ale to ktoś inny wypowiedział cicho imię Snape'a. - Severusie...Ten głos przeraził Harry'ego bardziej niż wszystko, co do tej pory się wydarzyło. Po raz pierwszy usłyszał Dumbledore'a błagającego. Snape nic nie powiedział, tylko podszedł do niego, odtrącając po drodze Malfoya. Śmierciożercy cofnęli się bez słowa. Nawet wilkołak wyglądał na przestraszonego. Snape popatrzył na Dumbledore'a, a na jego podłużnej twarzy odmalowała się odraza i nienawiść. - Severusie...błagam...Snape uniósł różdżkę i wycelował nią w Dumbledore'a. - Avada kedavra! Z końca jego różdżki wystrzelił strumień zielonego światła i ugodził Dumbledore'a prosto w pierś. Krzyk przerażenia nie wydarł się z gardła Harry'ego. Niemy i nieruchomy musiał patrzeć, jak moc zaklęcia wyrzuciła Dumbledore'a w powietrze, gdzie przez ułamek sekundy zawisł pod jaśniejącą czaszką, a potem powoli, jak wielka szmaciana lalka, opadł, przewalił się przez blankę i zniknął mu z oczu.
Ale w końcu zrozumiał co Dumbledore próbuje mu powiedzieć. Chodziło o różnicę między daniem się zaciągnąć na arenę, by stoczyć na niej śmiertelny bój, a wkroczeniem na arenę z podniesioną głową. Niektórzy być może powiedzieliby, że to niezbyt wielka różnica, ale Dumbledore wiedział, a teraz wiem i ja – pomyślał Harry z nagłym poczuciem dumy – i wiedzieli to moi rodzice, że to największa różnica pod słońcem.
- Jak nie otworzysz, to wywalimy drzwi! - krzyknął Harry. (...) - Jestem nauczycielem, Potter! Jak śmiesz grozić, że wywalisz mi drzwi! - Przepraszam, panie profesorze. - powiedział Harry, wymawiając z naciskiem dwa ostatnie słowa. (...) Hagrid wytrzeszczył oczy. - Od kiedy to mówisz do mnie "panie profesorze"? - A od kiedy mówisz do mnie "Potter"? - Och, bardzo sprytne. (...). Bardzo zabawne. Przechytrzyłeś mnie, no nie?
- Czy pamiętasz, jak mówiłem, że ćwiczymy zaklęcia NIEWERBALNE, Potter? - Tak. - Tak, proszę pana. - Nie ma potrzeby zwracania się do mnie per pan, panie profesorze.
Każdy z nas wierzy, że to co ma do powiedzenia, jest o wiele ważniejsze od tego, co mógłby powiedzieć drugi.