Pełni dobrych chęci znajomi - niektórych wolałbym nie znać - prawili mi zwyczajowe komunały, dlatego czuję, że powinienem was ostrzec: składajcie mi tylko krótkie kondolencje. Nie mówcie, że jestem jeszcze młody. Nie mówcie, że ona poszła tam, gdzie jest jej lepiej. Nie mówcie, ze to część jakiegoś boskiego planu. Nie mówcie, że miałem szczęście, zaznawszy takiej miłości. Każdy z tych banałów doprowadzał mnie do szału. Sprawiał - co zabrzmi bardzo nie po chrześcijańsku - że gapiłem się na takiego idiotę, lub idiotkę, i zastanawiałem się, dlaczego jeszcze oddycha, podczas gdy moja Elizabeth gryzie ziemię.
