Ona go kocha i teraz patrzy przed siebie z pełną spokoju ufnością, jak krowa: ale biada! przecież oczarowała do właśnie tym, co zdawało się w niej tak bardzo zmienne i nieprzewidywalne! Stałej pogody miał aż nadto w samym sobie! Czy w takim razie nie zrobiłaby dobrze, udając samą siebie z przeszłości? Udawać brak miłości? A czy tego nie doradza jej - miłość? Vivat comoedia!