Nigdy nie potrafiłam zrozumieć ludzi, którzy najchętniej zatrzymaliby dziecko w beciku i żałują każdego upływającego roku. Ja chwilami wprost nie mogłam się doczekać, pragnęłam zobaczyć, jaka Rosalind będzie za rok, za dwa lata, za trzy...To istny cud – dziecko, nasze własne, lecz zarazem dziwnie obce. Jesteśmy wrotami, którymi wkroczyło w świat; przez pewien czas pozwoli się otaczać opieką, a później odejdzie, żeby wieść własne niezależne życie, nam zaś pozostanie się przyglądać, zachwycać tą wolną i swobodną istotą. Zupełnie jakby się przyniosło do domu nieznaną roślinę, zasadziło i z niecierpliwośćią czekało, co wyrośnie.