Niewielu jest nas czuwających nad ludźmi, którzy od gwiazd czekają odpowiedzi. Niewielu jest nas i stoimy wyprostowani, bo wybraliśmy Boga. Na nas spoczywa ciężar całego miasta, a jest nas niewielu pośród tego osiadłego plemienia i biczuje nas lodowaty wiatr, który spada z gwiazd, jak zimny płaszcz.
(...) ciężka jest ta noc, która nadchodzi. Bo ci, co śpią, nie wiedzą, że życie jest przemianą i trzaskaniem wewnątrz cedrowego pnia, bolesną metamorfozą. Jest nas niewielu, którzy za nich niesiemy brzemię, stoimy na granicach, paleni dotykiem zła, i wiosłujemy powoli w stronę wstającego świtu; czekamy jak majtkowie wypatrujący ze szczytu masztów odpowiedzi na ich pytania, i czekamy wciąż powrotu oblubieńca...I dopiero wtedy dojrzałem granicę dzielącą niepokój i żarliwość. Bo niepokój często towarzyszy żarliwości. Są to odczucia przestrzeni i bezkresu.
A zatem, mówiłem sobie, czuwają ze mną tylko niespokojni i żarliwi. Inni niech wypoczywają. Ci, którzy trudzili się za dnia i którzy nie mają w sobie powołania, aby być przednią strażą.