Moja prawda o miłości mówi mi, że ludzie, którzy dużo kochali, długo zachowują młodość i urodę, a także, o dziwo, świeżość uczuć i nawet w jesieni życia są zdolni do wielkich, wspaniałych miłości. To nie kobiety niszczą mężczyznę, ale alkohol wypijany w ich obecności, nie przespane noce w knajpach. Prawdziwi smakosze miłości nie tam jednak szukają obiektów swoich zainteresowań, podobnie jak nigdy nie dają kobiecie alkoholu, gdyż on przyćmiewa ich zmysły i odbiera im zdolność przeżywania rozkoszy. To nieudacznicy seksualni powtarzają hasło: „Wino, kobieta i śpiew", bo te trzy elementy wykluczają się nawzajem. To oni wymyślili zdanie, że „pijana kobieta to anioł w łóżku". Miłość, drogi panie, ma właściwości lecznicze, a ciało kobiety właściwości uzdrawiające.
Jako kobieta uważam, że ma sens, bym martwiła się o to, czy moje prawnuki będą mogły tu żyć i czy tubylcze społeczności przetrwają. Uważam też, że główny nurt ruchu kobiecego powinien bardziej dbać o środowisko. To sprawa kobiet. Weźmy przykład raka piersi. Kobiety powinny się buntować. Tymczasem ta choroba jest całkowicie personalizowana, a ignoruje się wszystkie te toksyczne odpady i zniszczenie środowiska, które ją powodują. Ruch kobiecy ma wewnętrzne możliwości, ale z upływem lat koncentruje się na coraz węższych zagadnieniach. Marnuje swoje siły.