Jako kobieta uważam, że ma sens, bym martwiła się o to, czy moje prawnuki będą mogły tu żyć i czy tubylcze społeczności przetrwają. Uważam też, że główny nurt ruchu kobiecego powinien bardziej dbać o środowisko. To sprawa kobiet. Weźmy przykład raka piersi. Kobiety powinny się buntować. Tymczasem ta choroba jest całkowicie personalizowana, a ignoruje się wszystkie te toksyczne odpady i zniszczenie środowiska, które ją powodują. Ruch kobiecy ma wewnętrzne możliwości, ale z upływem lat koncentruje się na coraz węższych zagadnieniach. Marnuje swoje siły.
