Nie spędzam zbyt dużo czasu obserwując, w którą stronę podąża świat, i nie sądzę, żebym robiąc to zdołał cokolwiek zmienić. Pilnuję swoich własnych spraw. O ważnych rzeczach i tak się dowiaduję. To, czego się nauczyłem, dobrze zapamiętałem, i okazało się to prawdą. Mój pobyt w wojsku nie miał żadnego znaczenia, w ogóle się nie liczył. Wszystko wyglądałoby tak samo i beze mnie: popioły, dymy, trupy i ostateczny rezultat. Nic mnie nie obchodził Hitler i nic mnie nie obchodziło państwo Izrael. Nie chcę, żeby o coś mnie winiono, i nie chcę, żeby przyznawano mi zasługi. Jedynym miejscem, w którym coś znaczę, jest mój dom, z Claire i dzieciakami. Dla kogoś, kogo będzie jeszcze kiedyś to obchodziło, być może dla moich wnuków, odłożyłem gdzieś moją Brązową Gwiazdę, bojową odznakę piechoty, pochwałę z jednostki, naszywki sierżanta, które nosiłem wychodząc z wojska, i odznakę na ramię z czerwoną cyfrą "1", oznaczającą Pierwszą Dywizję, Wielką Czerwoną Jedynkę, która przeszła przez piekło, zanim zostałem do niej wcielony, i przeszła przez kolejne kręgi piekła, kiedy już mnie w niej nie było. Mamy teraz czworo wnuków. Kocham wszystkich członków mojej rodziny i czuję, że mógłbym zniszczyć, a może nawet zabić każdego, kto w jakiś sposób spróbowałby jej zagrozić.