Jeśli kiedykolwiek potrzebowała potwierdzenia, że polityka zdecydowanie nie była światem dla niej, to właśnie je otrzymała. Brud, jaki osadzał się na wszystkim, co z nią związane, przesłaniał prawdziwy obraz. Ale teraz doskonale go widziała. I była przerażona.
Nie miało znaczenia, w jakiej partii ci wszyscy ludzie się znajdowali. Mogli nazywać się Hauer, Korodecki lub Chronowski. Nie istniała między nimi żadna różnica.
