Jakieś neutralne, czasem nieco zapomniane i znaczeniowo już archaiczne słowa, nagle wyciągnięte z lamusa lub po prostu nadmiernie wyeksponowane, dostają się na sztandary i do programów wyborczych. Taki los spotkał na przykład „naród". Okazuje się, że pojęcie to, pozbawione swojego historycznego kontekstu, do tego otrzepane z kurzu, może świetnie służyć do budowania nowego porządku świata.
Wracając do spekulacji: muszę podejmować ryzyko, żeby osiągać jakieś efekty.