Być rozdartym między sprzeczne lojalności, to żałosny los niemal każdej ludzkiej istoty. Panu Bogu palić świeczkę, a diabłu ogarek. Być rozdartym między ciałem a duchem, między miłością a obowiązkiem, rozumem a pustym przesądem. Konflikt ten w swoich rozlicznych formach jest tematem każdego dramatu. Chociaż bowiem uczymy się odczuwać niesmak na widok walki byków, egzekucji czy zmagań gladiatorów nadal przyglądamy się z rozkoszą, jak w mękach duchowych wiją się bliźni. Gdzieś w odległej przyszłości, kiedy społeczeństwo zostanie zorganizowane w sposób racjonalny, tak że każda jednostka będzie zajmowała pozycję i wykonywała pracę, do jakiej przeznaczają ją jej zdolności, kiedy wykształcenie przestanie sączyć w młode umysły fantastyczne przesądy zamiast prawd, kiedy nauczymy gruczoły wewnętrznego wydzielania funkcjonować w doskonałej harmonii i uporamy się z chorobami, cała nasza literatura konfliktu i nieszczęścia wyda się dziwnie niepojęta, a nasze upodobanie w widoku tortury umysłowej będzie uznane za nieprzyzwoitą perwersję, której szanujący się człowiek winien się wstydzić. Jako główny temat sztuki radość zajmie miejsce cierpienia. Możliwe, że w tym procesie sztuka przestanie istnieć. Szczęśliwy naród, jak dziś mówimy, nie ma historii. I być może, dodamy kiedyś: szczęśliwe jednostki nie mają literatury.