Ze względu na mnóstwo rozczarowań, straciłam wiarę w siebie.
Bardzo nie lubię słowa "wizerunek", ponieważ kojarzy mi się z czymś sztucznym, wykreowanym.
Wierzę w dobroć obcych ludzi. A kiedy jestem w na siebie zła, jeżdżę, po prostu jeżdżę.
Dla kobiety takiej jak ja nadzieja jest niebezpieczna — ale ją mam.
W Nowym Jorku niemal mieszkam w knajpkach – zamawiam frytki, dietetyczną colę i dużo kawy.
Piszę od najmłodszych lat, więc od bardzo dawna uważam się za pisarkę.