Za wyjazd Tuska do Irlandii i Anglii w zeszłym roku. To było genialne. Wtedy zrozumiałem, że przegramy. Oni nazwali coś, czego nie doceniliśmy my. Każdy ma jakiegoś znajomego, który wyjechał, każdy się z tym zetknął. I nagle tylko jeden, lider opozycji diagnozuje problem i tam jedzie. Wtedy stwierdziłem: cholera jasna, to nas trafili.
Przegraliśmy je na poziomie walki o hasła, wizerunkowo. Ale ten projekt polityczny wciąż jest aktualny. I jeszcze wygra.
Nie ukrywam, że w sferze frazeologii i obrazowania świata polityki jestem chłonnym uczniem Jarosława Kaczyńskiego. Trafiłem na niego jako student na strajku majowym w 1988 w Stoczni Gdańskiej, kiedy podczas jego wielogodzinnych pogadanek politycznych w stołówce doznałem iluminacji politycznej. Wtedy ułożył mi się pewien obraz świata, a że zgadza się on z rzeczywistością, to pozostałem mu wierny.
Gdybyśmy nie skreślili Libickiego z listy PiS, to bylibyśmy cały czas lani kijem przez przeciwników za to, że nie trzymamy się zasad.
Nie może być tak, żeby głosować inaczej niż kierownictwo! Może w Anglii są takie jaja, ale to jest awuesizacja partii i to odradzam. Jarosław Kaczyński nigdy nie pozwoli na awuesizację PiS. Musi być dyscyplina. Mamy pootwierane tyle frontów, że jeśli pozwolimy sobie teraz na różnice w głosowaniach, to jesteśmy rozjechani w minutę.
Mamy szansę wygrać następne wybory. PO zastępuje realne rządzenie Matrixem i PRem. Ale to się skończy, jak Polacy zobaczą, że jedyna propozycja, jaką ma dla nich Platforma, to obrażający kobiety Palikot i premier, który ma ludzi głęboko w Dolomitach.
Kaczyński myślał serio o wspólnym rządzie z Platformą. Ja byłem sceptyczny. Od początku uważałem za właściwszą koalicję z LPR i Samoobroną. Chciałem, aby zmianę Polski przeprowadzały choćby na początku partie reprezentujące różne odmiany społecznego buntu wobec III RP i wykluczenia z transformacji. PO przynajmniej poprzez KLD-owskie kierownictwo to był i jest jednak żywioł III RP.