NEREUSZ alić zawszem pomagać chciał najlepszym z łudzi. Nadaremno — przekora stoi na zawadzie — wszyscy zawsze działali źle, wbrew mojej radzie.
TALES Nic w naturze nie znaczy złudny przelot godzin, wszystko tu musi dojrzeć do swoich narodzin, wszystko przyjmuje postać przewidzianą z góry — prawo rozwoju pierwszym jest prawem natury.
CHIRON Szedłem ci ja z pomocą, tam gdzie bohatera rannego sen już morzył śmiertelnością cichy; dziś zaniechałem, niech się kunszt nie poniewiera, dziś — konowały leczą, babiny i mnichy.
FAUST Nowy duch wstąpił we mnie, czar mnie opromienia — wielkie mitu postacie, o wielkie wspomnienia!
MEFISTOFELES usiadł pośród Sfinksów Tutaj mi dobrze bardzo, Sfinksy, w waszym tłumie; mógłbym pomiędzy wami żyć, bo was rozumiem.
HOMUNKULUS może wyłowię kędyś tę kropkę nad i — — tak osiągniemy wielki, ostatni cel bytu, otrzymamy nagrodę za żmudną robotę: sławę i życie pełne bujnego rozkwitu, złoto, szczęście i wiedzę, a może i cnotę!
Mówię ci, świecie! — świat mnie słucha — życie już nie jest tajnią mglistą, przychylcie jeno dźwiękom ucha, dźwięk mową zabrzmi rzeczywistą.
Powiadam ci, mój drogi, w chwilach, kiedy odczuwam zamęt w głowie, wówczas chaos myśli łagodzi widok takiego oto stworzenia, trwającego w szczęsnym spokoju, obracającego się w ciasnym kręgu bytowania swego, istoty żyjącej z dnia na dzień, która patrząc, jak liście spadają, myśli tylko o tym, że zima nadchodzi.
Posiadałem ją jednak, odczuwałem to serce, tę wielką duszę i czułem się w jej obecności czymś więcej, niż jestem, byłem bowiem wszystkim, czym zostać mogłem.
CHÓR Duch tobie szeptał: „w swobodzie butnej ponad praw złudę wzlatuj i leć!” — z tobą skłócony i bałamutny wpadłeś, bezwolny, w niewodną sieć. Chciałeś ludzkości całe ogromy przeniknąć w dumie, w nadmiarze sił — leciałeś w błękit, słońca łakomy, jak Ikar padłeś w przyziemny ił.
FAUST Duchu przedwieczny, któryś moim oczom raczył swą światłość objawić przeźroczą ty, który znałeś duszę mą i serce, czemuś zbrodniarza tego i oszczercę przykuł do boku mego? — Jego, który kocha nie słońce, lecz gradowe chmury, nie noc gwiaździstą, ale piorunową, zamiast zbawienia — potępienia słowo! co wiecznie dręczy i zdradza, i knuje, klęską się puszy — nieszczęściem raduje!
O, czemuż nie mogła go w jednej chwili zmienić w brata? Jakże czułaby się szczęśliwa! Potem zapragnęła ożenić go z jedną ze swych przyjaciółek i naprawić stosunki jego do Alberta. [...] Podczas tych rozmyślań odczuła dopiero głęboko, choć niezupełnie jeszcze jasno, że całą duszą i sercem pragnie zachować go dla samej siebie, a jednocześnie powiedziała sobie, że nie może tego uczynić, gdyż nie wolno się na to poważyć.
Z drugiej strony Werter stał jej się niewypowiedzianie drogim. Od pierwszej chwili znajomości z nim przejawiło się łączące ich podobieństwo duchowe, a długie obcowanie z nim i mnóstwo przeżytych wspólnie chwil wywarło na nią wpływ niezatarty i opanowało serce. Nawykła dzielić się z nim każdą ciekawszą myślą, czy wrażeniem, toteż rozłąka z nim spowodować musiała niezmiernie dotkliwe uczucie pustki, której obaj że nic wypełnić nie mogło.
I jak każdy, kto popełnia zły uczynek, lęka się, że mimo wszelkich starań, wyjdzie on jednak na światło dzienne, tak i ten, kto potajemnie świadczył dobro, może oczekiwać, że i ono mimo jego woli się ujawni.
O, wy ludzie rozumni! - zawołałem z uśmiechem. - Namiętności! Pijaństwo! Szaleństwo! Stoicie tak spokojni, tak bez współczucia, wy, ludzie obyczajni! Łajecie pijaka, gardzicie obłąkanym, przechodzicie mimo, jak kapłan, i dziękujecie Bogu, jak faryzeusz, że nie stworzył was jako jednego z tych! Niejeden raz bywałem pijany, moje namiętności były zawsze bliskie obłędu, a nie żałuję ani jednego, ani drugiego; bo pojąłem sam z siebie, że trzeba by było z dawien dawna obwołać pijakami i szaleńcami wszystkich niezwykłych ludzi, którzy stworzyli coś wielkiego, coś na pozór nieosiągalnego. Lecz również w powszednim życiu jest rzeczą nie do zniesienia, że każdemu, na pół choćby wolnemu, szlachetnemu i nieoczekiwanemu czynowi towarzyszą zawsze okrzyki: Ten człowiek jest pijany, szalony! Wstydźcie się, wy, trzeźwi! Wstydźcie się, wy, mądrzy!
Wielkie namiętności są jak beznadziejne choroby. To co może je uleczyć, wzmaga jeszcze niebezpieczeństwo.