Po zupie służąca podała gotowaną kurę. Na widok tej wspaniałej potrawy rozszerzyły się źrenice biesiadników i oczy omal nie wyskoczyły im z orbit.
- Widać, że pani Coquenard kocha swoją rodzinę - rzekł prokurator z tragicznym niemal uśmiechem. - Wystawność tę zawdzięczamy niewątpliwie obecności pana kuzyna.
Biedna kura była chuda i pokryta twardą skórą. Zapewne długo musiano szukać, zanim znaleziono ją na grzędzie, gdzie schroniła się, pragnąc spokojnie dokonać starczego żywota.
- Jakie to smutne, do diabła! - pomyślał Portos. - Wprawdzie szanuję starość, ale mniej ją cenię, gdy jest ugotowana albo upieczona.