- Zgredku, czy to jest Muszelka?- szepnął, ściskając dwie różdżki, które wyrwał Malfoyowi, gotów walczyć, jeśli zajdzie potrzeba.- Jesteśmy we właściwym miejscu? Zgredku!
Obejrzał się. Mały skrzat stał tuż obok niego.
- ZGREDKU!
Skrzat zachwiał się lekko, gwiazdy odbiły się w jego olbrzymich, jasnych oczach. Obaj spojrzeli w dół na srebrną rękojeść noża wystającą z piersi skrzata.
- Zgredku...nie...POMOCY !-ryknął Harry w stronę domu, do ludzi, którzy tam się poruszali. -POMOCY!
Nie dbał już o to, czy to są czarodzieje czy mugole, przyjaciele czy wrogowie, widział tylko ciemną plamę rozrastającą się na piersiach Zgredka, widział drobne ramiona, które skrzat wyciągnął ku niemu błagalnym gestem. Złapał go i położył na chłodnej trawie.
- Zgredku, nie, nie umieraj, nie umieraj...Oczy skrzata odszukały go, usta zadrżały, gdy z trudem wypowiedział słowa:
- Harry...Potter...A potem drgnął lekko i znieruchomiał, a jego oczy były już tylko wielkimi, szklistymi kulami pocętkowanymi odbiciem gwiazd, które przestał widzieć.