Com dawno tuszył i w głos opowiedał, Że obelżenia i krzywdy tak znacznej Cierpieć nie mieli waleczni Grekowie: Teraz już posły ich u siebie mamy, Którzy się tego u nas domagają, Aby Helena była im wydana, Którą w tych czasiech przeszłych Aleksander, Będąc w Grecyjej, gość nieprawie wierny, Uniósł od męża i przez bystre morze Do trojańskiego miasta przyprowadził.
Dobrą nowinę paniej swojej niosę. Rozumiem temu, że już dawno tego Poselstwa czeka, serce swe troskami I płaczem trapiąc. Ale oto prawie Na czas wychodzi z domu. O królowa, Wdzięcznej nowiny posła masz przed sobą.
Wy, którzy pospolitą rzeczą władacie, A ludzką sprawiedliwość w ręku trzymacie, Wy, mówię, którym ludzi paść poruczono I zwirzchności nad stadem bożym zwierzono: Miejcie to przed oczyma zawżdy swojemi, Żeście miejsce zasiedli boże na ziemi, Z którego macie nie tak swe własne rzeczy, Jako wszytek ludzki mieć rodzaj na pieczy.
Po co mię próżno, srogi Apollo, trapisz, Który, wieszczego ducha dawszy, nie dałeś Wagi w słowiech, ale me wszytki proroctwa Na wiatr idą nie mając u ludzi więcej Wiary nad baśni próżne i sny znikome? Komu serce spętane albo pamięci Zguba mojej pomoże? Komu z ust moich Duch nie mój użyteczen i zmysły wszytki Ciężkim, nieznośnym gościem opanowane? Próżno się odejmuję, gwałt mi się dzieje; Nie władne dalej sobą, nie jestem swoja.
O boże na wielkiem niebie! Drogo to, widzę, u ciebie, Dać młodość i baczenie zaraz; jedno płacić Drugiem trzeba; to dobre, a tego żal stracić.
By rozum był przy młodości: Nigdy takiej obfitości Pereł morze i ziemia złota nie urodzi, Żeby tego nie mieli tym dostawać młodzi.
O nierządne królewstwo i zginienia bliskie! Gdzie ani prawa ważą, ani sprawiedliwość Ma miejsca, ale wszytko złotem kupić trzeba.