Zostań, gdzie jesteś, kiedy ci tu dobrze. Tu przynajmniej znasz wszystko i nie potrzebujesz się niczego obawiać.
W końcu nie mogła już tego wytrzymać, zwierzyła się jednej z sióstr, i wkrótce wiedziały już wszystkie, ale też nikt więcej, tylko one i kilka innych syren, które poza swoimi najbliższymi przyjaciółkami nikomu o tym nie mówiły.
- Świat jest nic nie wart - mówił kogucik. - Wszystko jest głupstwem. Kogucik na dachu był, jak to mówią, zblazowany, uczyniłoby go to zapewne w oczach ogórka interesującym, gdyby o tym wiedział (...) "Kogut podwórzowy i kogucik na dachu".
Nie wszystko widzieć możemy oczami ciała naszego, ale kiedyś, kiedyś, ujrzymy może cuda, które dziś przeczuwa tylko tęsknota jakaś i pragnienie, ukryte niby klejnot tajemniczy w duszy człowieka.
Kiedy więc wieczorem siostry trzymając się pod ręce, wypływały wysoko na powierzchnię, najmłodsza, która zostawała sama, patrzyła za nimi bliska płaczu, ale syrenki nie mają łez i przez to dużo bardziej cierpią.
- Chodź ze mną na dach! - mówił kot, a Rudi go rozumiał, i to jak najdokładniej, bo kiedy jest się dzieckiem, nie umiejącym jeszcze mówić, rozumie się równie dobrze mowę kur i kaczek, kotów, psów jak i mowę ojca i matki, tylko trzeba być małym. Nawet laska dziadka potrafi wówczas rżeć i jest prawdziwym koniem z głową, nogami i ogonem. Niektóre dzieci jeszcze bardzo długo rozumieją tę mowę; mówi się o nich, że są zatrzymane w rozwoju, że strasznie długo pozostają dziećmi. Ale czegóż to się nie mówi!
Wiele się od tego czasu zmieniło, wiele się wydarzyło i minęło. Jeziora i bagniska stały się bujnymi łąkami, leśne ugory urodzajnymi polami, a pod ochroną strzech wiejskich zachodniej Jutlandii rosną róże i jabłonie, ale trzeba je wyszukiwać, gdyż kryją się przed wichrami z zachodu.
(...) i myśli się o starej babuni, która miała łagodne, wiecznie młode oczy. Oczy nie umierają nigdy! Nasze oczy ujrzą ją kiedyś, młodą i piękną, taką samą jak wtedy, kiedy po raz pierwszy pocałowała tę różę, która się teraz w grobie w proch obróciła.
Co ma ptak za całe to swoje ciwit, ciwit, kiedy przychodzi zima? Musi marznąć i głodować, ale to przecież takie wzniosłe!
Gdy tak siedział w środku nocy, otworzyły się drzwi i do domu wszedł duży Klaus z siekierą. Dobrze wiedział, gdzie stoi łóżko małego Klausa, poszedł i zdzielił zmarłą staruszkę w głowę, myśląc, że to mały Klaus. (...) -jaki to niedobry, okropny człowiek - powiedział mały Klaus. - Chciał mnie zamordować. Szczęście miała babcia, że nie żyje, bo byłby ją zabił.