Sierżant „Wąsik” - bo tak go w myślach nazwałem - zerknął na mnie z odrobiną podejrzliwości.
- Więc przyznaje się pan, że niejaki Bigos, syn Antoniego, jest pana współpracownikiem? Bo on, obywatelu, został zatrzymany. Do wyjaśnienia.
- Bi ...bigos? - aż zająknąłem się z wrażenia. - Zatrzymany? Co to znaczy, proszę pana?
- Na służbie nie jestem panem, tylko obywatelem - groźnie upomniał mnie Wąsik.
- Za co, obywatelu sierżancie, został zatrzymany? Co on takiego zrobił? - ręce opadły mi bezradnie.
- A to właśnie chcemy wyjaśnić. Co on takiego zrobił?
- Nic nie robi ...Właśnie o to chodzi, że nic nie robi. Nie ma z niego żadnego pożytku - poskarżyłem się Wąsikowi. - Więc skoro już został zatrzymany, trzymajcie go nadal - z rezygnacją machnąłem ręką.
- O, przepraszam obywatela - oburzył się Wąsik.- Jeśli jest niewinny, nie ma prawa być zatrzymany. Obywatel żarty sobie stroi z władzy? Jan Bigos, syn Antoniego - Wąsik zajrzał do swego notatnika - wpadł jak bomba na posterunek o godzinie siódmej zero, zero. Następnie głosem wzburzonym złożył doniesienie, że w nocy zjawił się u was jakiś Annopulos, Grek z pochodzenia, u nas nie meldowany. Ów Grek miał rzekomo zamknąć was w pokoju, po czym stukał i pukał we wszystkich pomieszczeniach. Rankiem odszedł bez śladu. Zgadza się?
- Nie bardzo - mruknąłem.
- A więc Jan Bigos kłamał? - ucieszył się Wąsik.
- Nie kłamał - zacząłem się plątać - Ten Annopulos był duchem, który ...
- Co takiego? - Wąsik patrzył na mnie jak na wariata.