Nawet gdyby mnie dopadł parkinson, to co z tego? Papież Jan Paweł II jeździł z parkinsonem po całym świecie.
Muszę przyznać, iż w pewnym okresie zdawało się, iż będziemy mogli pozostawić władzę innym; byliśmy trochę "utopistami".
Kiedy widziałem jakąś górę wydawała mi się ona wyzwaniem... Zdarzało się, że cała grupa czekała na mnie przez dwie godziny, bo ja wspinałem się na szczyt. Nie ganiono mnie (...). Kiedy jezuici zauważali u swoich uczniów ducha ryzyka, poświęcenie, gotowość do wysiłku – zachęcali ich, nie chcieli mieć uczniów mięczaków.
Jeśli udowodnią mi że mam konta za granicą, zrezygnuję z mojego stanowiska i z moich obecnych obowiązków.