Kolejny dzień i wciąż jeszcze żyjemy. Może nawet jesteśmy trochę mądrzejsi. Wystarczająco by pojąć, że wiele jeszcze musimy się dowiedzieć.
Mimo to uśmiechała się, co być może było ostatnią deską ratunku dla człowieka.
Uda się nam - powiedziała. - Ludzie zawsze coś spieprzą. Ale jest ich tak wielu. Niektórzy przetrwają.
Niemal płakał na myśl o stertach tego nakładu butwiejących w magazynach, gdyż nic, ale to nic nie starzeje się równie szybko jak gazeta z aktualnymi wiadomościami, nawet jeśli ma ładną pierwszą stronę z czarną ramką.
- Zastanawiam się czasem skąd się biorą tacy ludzie jak ty.
- Stamtąd co i wszyscy. Najpierw jest chwila przyjemności dla dwojga ludzi, a potem zaczynają się kłopoty.
Ale, nawet bez plątania się filozofię, każdy z nas ma przecież całą szafę masek na różne okazje.
(…)
Przekonałem się więc, że maska jest często lepsza od swej alternatywy.
Być może ciekawość ludzka w końcu okaże się sposobem na uporanie się z przeludnieniem.
- Jestem ochroną osobistą, Karagee.
- Nie, Hasan. Jesteś pomiotem wielbłąda cierpiącego na dyspepsję.
- Co to jest dyspepsja, Karagee?
- Nie znam arabskiego odpowiednika, a greckiego słowa też na pewno nie znasz. Zaraz, poszukam innej obelgi. Jesteś tchórzem, padlinożercą i podstępną szują, bo w połowie jesteś szakalem i w połowie małpą.
- To może być prawda, Karagee, bo ojciec powiedział mi kiedyś, że zaraz po urodzeniu powinienem zostać obdarty ze skóry i poćwiartowany. (...)
- Hasan, trudno jest znaleźć dla ciebie odpowiednią obelgę.
- Chrześcijanie są spłukani - odrzekł Pete - ale będę pamiętał o tobie w swoich modlitwach.
Gdy chodzi o wszystko, co zdarza mi się powiedzieć, to muszę przyznać, że jestem bardzo łatwowierny. Wierzę w każde moje słowo, choć wiem, że kłamię.
Dobijacie chore psy albo koty, ale ludziom odmawiacie jedynego leku, który na zawsze złagodziłby ich cierpienia, i skazujecie ich na straszliwą śmierć. Och… Niech was szlag!
To, co stracone, zawsze można odzyskać. To, co zdobyte, zawsze można stracić.
- Dlaczego ta część oceanu otaczająca sobowtóra Amberu tak się różni od innych wód? - spytałem.
- Bo tak jest - odparła Deirdre, co mnie zirytowało.
Wyznawcy nazywali go Mahasamatmanem i powtarzali, że jest bogiem. On sam wolał jednak pomijać "Maha-" i "-Atman" i nazywał siebie Samem.
Nigdy nie twierdził, że jest bogiem.
Nigdy też, oczywiście, nie twierdził, że bogiem nie jest...W ówczesnych okolicznościach żadne z tych wyznań nie mogło mu przynieść korzyści.
I tak wniosłem sir Lancelota du Lac do Twierdzy Ganelona, któremu ufałem jak bratu. To znaczy, żeby wyrazić się precyzyjniej – ani trochę.
...celem jest pisać wystarczająco ciekawie, żeby móc konkurować z piwem.
-Jak się nazywa ta knajpa?
– Hm... "U Krwawego Billa".
– Dzięki. Pozdrowię Billa od ciebie.
Potrząsnął głową.
– Niemożliwe. Nazwano ją tak w związku ze sposobem jego zejścia. Teraz prowadzi ją jego kuzyn, Andy.
– Aha...A jak nazywała się przedtem?
– "U Krwawego Sama" – odparł.