Wszyscy wiemy, że pycha jest siostrą władzy. Każdy z nas prędzej czy później ulega temu w mniejszym czy większym stopniu. Cały dowcip polega na tym, żeby znaleźć proporcje i umieć to wyłapać.
Jestem pyszny wobec ludzi, bo to węże, gotowe ukąsić każdego, kto ich przerasta o głowę, lecz nie depcze. Zrzucam tę pychę przed Bogiem, który wydobył mnie z nicości, aby uczynić tym, kim jestem.
Serce obrasta pychą, jak świnia sadłem.
Kujon za cały zysk ma pełne płuca
kurzu, gdy cudze wertuje szpargały.
(...)
Wiedzieć zbyt wiele to pychy oznaka.
Szaleńczą byłaby duma, która nie chciałaby skorzystać z rady i pomocy w godzinie próby.
Pycha rodzi tyranów. Pycha pożera, syci się bez miary i wartości, a gdy wstępuje na najwyższy szczyt, spada na dno przepaści, tam gdzie ludzkie nogi nie dotykają.
Gdy miałem 22 lata, wyznaczyłem sobie cel. Postanowiłem, że chcę być takim lekarzem, jak pewien asystent Kozłowski, imienia niestety nie pamiętam, z III Kliniki Chirurgii Akademii Medycznej w Warszawie. Był absolutnie genialny, wszystko potrafił zoperować. Gdy miałem 36 lat, mogłem sobie powiedzieć: już jestem taki, jak on. Krótko mówiąc, myślałem, że jestem świetny. I to była pycha.