Narodowy Komitet Bioetyki zeszłego roku w marcu wydał opinię przychylną w sprawie wykorzystywania do celów naukowych komórek macierzystych pochodzących z usuniętych płodów. «Nie uznaje się za bioetycznie niedopuszczalne użycia tkanki płodowej pochodzącej z dobrowolnego przerwania ciąży i jego wykorzystania w celach naukowych i medycznych». Zobowiązując się, że nie tkną «świeżego materiału» (dopiero co usunięte dziecko nazywają «świeżym materiałem», jak świeżą rybę), i tłumacząc, że i tak nie będzie to konieczne, ponieważ tysiące komórek płodowych pozostają zakonserwowane w niskich temperaturach w pewnym mediolańskim banku, nasi majstrzy od komórek będą mogli kombinować bez skrupułów i zażenowania. I nieważne, że doskonale wiedzą, iż cała sprawa jest zachętą do aborcji, pardon, dobrowolnego przerwania ciąży (tak się mówi w języku politycznej poprawności). Nieważne, że równie dobrze wiedzą, iż dla wielu kobiet i par handel usuniętymi wskutek aborcji dziećmi jest niezwykle dochodowym interesem