Wiedzcie tedy, że w czasach wielkiej rewolucji (której historię, napisaną przez wielce uczonego lorda Charendona polecam gorąco waszej uwadze), zamek Baskerville był własnością Hugona tegoż nazwiska, człowieka dzikich namiętności, bezbożnego i rozpustnika. Sąsiedzi byliby mu wybaczyli te błędy, wiedząc, iż zamek nie był nigdy siedliskiem świętych, ale okrucieństwa, jakie popełniał podczas hulaszczych zabaw, stały się przysłowiowe w całej okolicy.
Uwielbiam podróżować, uwielbiam docierać do najbardziej odległych, egzotycznych miejsc. Jednym z cudów współczesnego świata jest to, że mamy tak szeroki dostęp do rozmaitych, ciekawych kultur. Możemy uczyć się obcych języków, zwiedzać inne kraje, poznawać ich historię... Cieszę się, mogąc poznawać nowych ludzi i prawdę mówiąc, nigdy nie czułam się przez nich zagrożona. Poza tym nie można przez cały czas tkwić w Hollywood, w świecie filmowej fikcji. Ktoś taki, jak ja, po prostu musi od czasu do czasu zrobić sobie przerwę i zobaczyć, jak wygląda normalne życie. Czuję, że te wyprawy naprawdę mi służą.
Nie chciałbym aby ktoś robił film o mnie. Byłbym na planie każdego dnia i mówił, że źle opowiadają tą historię.
Tworzyć znaczącą architekturę to nie znaczy parodiować historię ale wyartykułować ją.
Nie dbam co o mnie piszą dopóki nie jest to prawda.
Bo historię polskiego futbolu tworzą działacze, nie piłkarze.
Ja już dawno podjąłem decyzję o tym, że wezmę na swoje barki ten polski cień, więc nawet gdy czytam kolejne wyzwiska, ataki, nawet groźby i rozpoznaję absolutną ignorancję osobowości, które je piszą (największą ignorancją jest odrzucać coś o czym się nie ma pojęcia) - to i tak mam wielki uśmiech na twarzy. Bo zmieniam kraj, w którym przyszło mi się urodzić. I to na coraz większą skalę.
Osiągnąłem cel, który wydawał się niemożliwy nawet do wyobrażenia. Jestem niesamowicie dumny, że podążając śladami legendy Gerda Muellera, piszę historię Bayernu i jestem częścią opowieści, którą fani będą przekazywać swoim dzieciom.
Dla mnie patriotyzm przede wszystkim to sztywne trwanie przy swoich rodakach i stawianie dobra kraju na pierwszym miejscu, dbanie o historię, nie zatracanie jej i nie powtarzanie błędów. Pamięć o poległych, to dzięki nim teraz siedzimy przy kawie na wywiadzie. Nie zapominajmy o tym. Polska jest tylko jedna.
Myślę, że amerykańskie filmy cierpią teraz z powodu nadmiernej skali. Wiele z filmów, które teraz oglądamy, bardziej przypomina gry wideo niż historie o ludzkim życiu i związkach. Dwunastolatkowie i dwudziestolatkowie są prawdopodobnie największą siłą ekonomiczną w amerykańskim biznesie filmowym. Nie jestem zbyt nostalgiczną osobą, ale lubię dobrą historię.