To jakby pająk moczył się w pucharze wina: ktoś pije, lecz jad mu nie szkodzi, bo świadomości nic w nim nie zatruło; lecz pokaż mu tę ohydną domieszkę, powiedz, co wypił - konwulsje wymiotów rwą mu natychmiast gardło i wnętrzności.
Przed tym, co urosło lepiej umknąć, niż pytać, jak do wzrostu doszło.
Ile starań, żeby najczystszy zamiar zbrukać podejrzeniem!
Gdyby wszyscy mężowie płochych żon mieli wpaść w rozpacz, musiałaby się powiesić dziesiąta część populacji globu.
Największa jego zaleta to pijaństwo, ponieważ upiwszy się jak świnia, przynajmniej nie robi nikomu krzywdy, jeśli nie liczyć pościeli.
Im gorsza gorycz, tym słodycze słodsze.
Kochającemu - przeszkody są tylko bodźcem do coraz to żarliwszych marzeń.
Ta tylko noc nęka, po której nigdy nie ma wzejść jutrzenka.
Czas wyda na jaw, co kryje obłuda:
Kto zły, ten nigdy długo cnót nie uda.
We wszystkim pośpieszni, umiemy cenić przeżyte z kimś chwile, dopiero, gdy go widzimy w mogile.
Sztuka medyczna jest ponoć bezsilna, kiedy natura w wędrówce ku śmierci dotrze do punktu, skąd nie ma powrotu.
W miłości matki nie ma nic skrytego.
W dwie rzeczy - wiem to z doświadczenia - jest mąż wyposażony; w obrączkę - z woli przeznaczenia, i rogi - z woli żony.
Język mu się w winie utopił. A ja się nawet w morzu nie utopiłem!
Gdyby rozrzutnika głowa mogła mieć oczy z tyłu! Sam by wtedy dostrzegł za sobą widmo przyszłej biedy.
Portrety to poniekąd ludzie prawdziwsi; bo gdy naturę człowieka wypaczy podłość, łatwo ją przesłonić pozorem zacnej, godnej fizjonomii - w namalowanej zaś postaci nie ma sprzeczności: jest tym na kogo wygląda.
[akt I, scena I].
Chciwość wrasta korzeniami głębiej niż mijająca z wiekiem pożądliwość.
[akt IV, scena III].
W ludzkiej naturze nieposkromiony temperament bywa tym, czym tyrania w państwie.
[akt IV, scena III].
O, niewidzialny duchu czający się w butelce wina - jeśli nie masz imienia nazwę cię demonem!
[akt II, scena III].