Od niejakiego czasu, nie wiem skąd, ze szczętem humor straciłem; zarzuciłem dawne przywyknienia i w tak ponure popadłem usposobienie, że ten piękny obszar ziemski pustynią mi się wydaje; to wspaniałe sklepienie tam w górze, ten cudnie wiszący firmament, ta majestatyczna przestrzeń złotymi obsypana iskrami niczym innym nie jest w moich oczach, jak tylko marnym, zaraźliwym zbiorem wyziewów. Jak doskonałym tworem jest człowiek! Jak wielkim przez rozum! Jak niewyczerpanym w swych zdolnościach! Jak szlachetnym postawą i w poruszeniach! Czynami podobnym do anioła, pojętnością zbliżonym do bóstwa! Ozdobą on i zaszczytem świata. Arcytypem wszech jestestw! A przecież czymże jest dla mnie ta kwintesencja prochu? Synowie ziemi nie pociągają mnie ani jej córki.
Bo gdyby mego serca rytm wewnętrzny
Zgodny był z całym moim zachowaniem -
Niechbym to serce nosił na rękawie
Na żer na kawek. Nie jestem, kim jestem.
Biednym się nie schlebia...
Słodzona mowa niech liże przepychy,
Niech się zawiasy kolan uginają
Tam, gdzie pochlebstwo szuka zysku.
Kto nie chce przejąć niewieściego ducha,
Niech nigdy niewiast i dzieci nie słucha.
Dwa wielkie domy w uroczej Weronie,
Równie słynące z bogactwa i chwały,
Co dzień odwieczną zawiść odnawiały,
Obywatelską krwią broczył dłonie.
Nic w ciągu życia, nie odznaczyło go tak szlachetnością, jak rozstawanie się z życiem. Umierał jakby był w śmierci ćwiczony, i jako nikczemną fraszkę odrzucił od siebie to, co mu było najdroższe.
HAMLET
[...] Ale nie zgadłbyś nawet, jak mi ciężko na sercu. No, nic.
HORACJO
Co ci jest, książę?
HAMLET
To głupstwo: złe przeczucie. Czymś takim tylko kobieta mogłaby się przejąć.
- Cesario, dokąd?
- Za tym, kogo kocham
Bardziej niż światło oczu, niż minione i przyszłe dni...
Ileż obfitych kęsów, pożarli dziś niewolnicy!
Kto nie poddany jest Tymonowi? Czyja głowa, serce, miecz, majątek, nie oddane jemu, temu wielkiemu, szlachetnemu, królewskiemu Tymonowi! Ach! Lecz gdy zniknie bogactwo, które kupiło te pochwały, zniknie i oddech, który je wygłosił. Jeden dzień zimowy, a muchy te zginą.
Wszeteczeństwo, panie, trunek sprawia i nie sprawia: daje chętkę, ale odbiera możność.
Los, niby szuler, księcia czy pasterza
Fałszywą kostką jednakowo zwodzi...
Stać mnie na wszystko, co godne człowieka.
Kto się na więcej waży - ten nim nie jest.
PISTOL: Pistol już słucha na oba ucha.
EVANS: (...) Co to za powiedzonko: "Słucha na opa ucha"? Nie mogę apropować takich płędów językowych. Poprawnie powinno pyć: "Słuszy na opa uszy".
Więcej obracania kluczem to bym miał chyba tylko jako odźwierny przy bramie do piekła!
Oczy są na to, ażeby patrzały;
Niech robią swoje, a my róbmy swoje.
Nie - nie ma go w pobliżu, rzucił biedną,
Śmierć lub on - z dwojga muszę znaleźć jedno.
Ach, więc i ona należy do spisku!
Teraz rozumiem, że się wszyscy troje
bawicie kłamstwem, żeby mnie ukrzywdzić.
Złośliwa Hermio! Niewdzięczna dziewczyno!
Czyś się sprzysięgła i zmówiła z nimi,
żeby mnie targać tym niecnym szyderstwem?
Czyż te rozmowy, które nas łączyły,
śluby siostrzane, godziny tak słodkie,
że strofowałyśmy czas szybkonogi,
co nas rozdzielał - wszystkoś zapomniała?
A przyjaźń szkolna, niewinność dzieciństwa?
Bo myśmy, Hermio, jak dwa bóstwa twórcze,
dwiema igłami kwiat jeden wyszyły
z jednego wzoru; siedząc obok siebie
nuciły obie tę samą melodię,
jak gdyby ręce nasze, głosy, serca
zbiegły się w jedno. Tak rosłyśmy razem
niczym podwójna wiśnia, co z pozoru
jest rozdzielona, a w istocie jedna;
jak dwie jagody na jednej łodydze,
dwa ciała wprawdzie, ale serce jedno.
Dwie tarcze, ale znak jednego herbu,
nakryte z wierzchu jednym pióropuszem.
I ty byś chciała potargać tę miłość,
by z mężczyznami z przyjaciółki szydzić?
Gdzież twoja przyjaźń? Gdzie twoja kobiecość?
Cała płeć nasza może cię potępić,
choć zniewazona jestem ja jedynie.
"Sen nocy letniej", Akt III, scena 2, Helena do Hermii.