Nie ma powodu, żeby po mojej śmierci powstał jakiś kult Urbana. Przyznam szczerze: to, co będzie po mojej śmierci, gó*no mnie obchodzi.
W feminizmie nie podoba mi się anty męskość. Jestem zwolennikiem równouprawnienia płci, a z tym skrajny feminizm się bardzo kłóci.
Poszedłem nawet raz na spotkanie klubu "Gazety Polskiej". Wziąłem ochronę - taką wynajętą na godziny. Wiedziałem, że zadbają, aby nic mi się nie stało, ale chciałem pokazać, że traktuje te zebranie jak zlot dzikich ludzi. [...] Udawali, że mnie nie widzą. Napisałem potem z tego relację do gazety.
Głosiłem w sprawie Przemyka wersję oficjalną, ni cholery nie wierząc w nią. Wtedy usprawiedliwiałem się sam przed sobą, że to kłamstwo sprowokowane przez zarzuty drugiej strony.
Zapewniam, że bardzo lubię Jerzego Urbana.
Ślub to szczyt głupoty. Ja już trzy razy brałem ślub, ale robiłem to bardzo dyskretnie i wstydliwie. I zawsze żeniłem się z konieczności mieszkaniowej.
Popieram idee lewicowe, jestem za równością, ale bynajmniej nie chcę jej podlegać.
Narcyzm to dominująca cecha narodowa Polaków. Plemię nasze różni się i dzieli pod względem płci, statusu społecznego, orientacji politycznej, ale wszystkich łączy zadowolenie z siebie. Ja na przykład jestem głupim ch*jem i wiem o tym, ale takim właśnie się sobie podobam i nie stanowię tu wyjątku. Zastrzec się jednak muszę, że istnieją jeszcze głupsze ode mnie prącia; to te, które nie wiedzą, że nimi są.
Mówiąc serio: mieliśmy wtedy od dawna poczucie, że realny socjalizm przegrał, ale że to my wyprowadzimy Polaków z niego najlepiej. Wierzyliśmy, że jesteśmy lepsi, bo naprzeciw nas stoją krzykacze, demagodzy i reakcjoniści. Okrągły Stół traktowaliśmy jako sukces. Ale wybory 4 czerwca były przykrą niespodzianką.
Ja zawsze tęgo piłem, natomiast nigdy nie miałem skłonności do uzależnienia od tego nałogu. Moje picie po dziś dzień jest jak jedzenie, to znaczy, że jak wypiję, to mam dosyć i nie mogę więcej.
Ja lubię [mięso] pieczyste, ociekające sosem i smakami, a nie wysuszone na jakimś ruszcie, jak moi przodkowie w Treblince.
Uważam, że jestem potrzebny prawicy. Oni po prostu potrzebują uosobienia wroga, tak jak Kościół katolicki potrzebuje diabła. Czyli mnie. Jestem, w ich rozumieniu, komunistą, a przy tym ateistą, hedonistą, kosmopolitą, cynikiem.
Bywało, sypiałem z kobitami. Do dziś jeszcze pamiętam, jak to się robi. Przyczyną sypiania z kobietami jest – ubolewam – moja niechęć do sypiania z mężczyznami. Bardzo się jej wstydzę. Świadczy ona o erotycznym zubożeniu, ograniczeniu wrażeń, jakie wycisnąć można z życia. Nie czuję przy tym obrzydzenia do stosunków towarzyskich z mężczyznami, mogę też z nimi obcować zawodowo i politycznie. Wyjąwszy seks, jestem całkowicie biseksualny.
Byli ludzie, którzy mnie kochali jako gladiatora walczącego z zagrażającą im siłą.
Broniliśmy godności PZPR-owców, ludzi poprzedniej władzy. Trochę dlatego że sami się poczuwaliśmy do tej wspólnoty. Ale i dlatego że to zapewniało mojemu pismu klientelę. Myśmy to wymyślili także z powodów rynkowych, z wyrachowania. „Solidarność” była tabu, Wałęsa, Kościół też, więc zaczęliśmy walić w tabu.